Podhale - imperium geotermalnych rozkoszy

Najpierw było Zakopane. W centrum owego pojawiła się geotermalna atrakcja w postaci wodnego parku. Obiekt wyparł panujący do tej pory basen z siarkowymi wodami, który miał się całkiem dobrze i cieszył się niemałą sławą pośród miejscowych i turystów. Panowała opinia, iż ma wpływ zbawienny i leczniczy na kąpiących się. Utrudnienie dotyczyło jedynie destrukcyjnego wpływu, jaki siarka w wodzie na Antałówce wywierała na srebrną biżuterię, którą należało w całości ściągnąć, bowiem przybierała nieciekawy kolor po reakcji chemicznej do jakiej dochodziło w zetknięciu z nieszczęsną siarką.

Budowa nowego obiektu przy ulicy Jagielońskiej trwała i trwała, i w tym czasie nie było tam żadnego kąpieliska - ni z termalną wodą, ni z siarkową. Wreszcie nadszedł ten dzień. Obiekt otwarto. Pierwszy aquapark w Zakopanem i na Podhalu z geotermalnymi uciechami wewnątrz budynku i na zewnątrz. Widok na góry i lasy tatrzańskie, ale i na komendę policji w Zakopanem przy, jak wyżej nadmieniono, ulicy Jagielońskiej. Poza tym, do niezbyt ciekawych należy  widok odwiecznie niedokończonych hoteli sąsiadujących z aquaparkiem. Inwestycja miałaby się dobrze, bądź nieźle, gdyby Zakopane było jedyne z takim pomysłem na gorące wody dla turystów i miejscowych.

Gdyby jednak babka wąsy miała, to by dziadkiem była. Bukowina Tatrzańska postanowiła nie odpuszczać. Zbudowała zbierając wszystkie swoje siły, jeszcze większe miasteczko wodne, a właściwie, gorącowodne. Poszły na to 4 hektary morgi bukowiańskiej ziemi. Wszystkie stanowiska do rozkoszowania się geotermalnym skarbem nazwane po góralsku, a pomysłów nie brakuje w bukowiańskim “aqua” jak spędzić najbliższe dwie i pół godziny nie umierając z nudów. Widoki cudne, nawet zimą mocząc się na zewnątrz otulony cały parą z 30 stopniowej wody. Sauny fińskie i rzymskie, choć kąpiel w drewnianej beczce też niczego sobie. Szykuje się hotel jako dodatek do tego raju, tylu gwiazdkowy, że nie zliczy tych gwiazdek, podobnie jak milionów, za które powstanie.

Szaflary, choć skromniej podeszły do sprawy geotermalnej rywalizacji o turystę i nie tylko, wybudowały blisko Białego Dunajca park z gorącą wodą, do którego można zjechać wprost z Zakopianki, choć drogówka twierdzi i inni wtajemniczeni, że można tego manewru samochodowego czy rowerowego nie przeżyć.

Jednak kropkę nad “i” postawi nad tym całym imperium z gorącą podziemną wodą na podhalańskiej ziemi - Białka Tatrzańska, która powali na kolana nawet całą Europę, bo świat, to zadaleko idące roszczenia w tej geotermalnej materii. To dopiero będzie obiekt, bryła architektoniczna na miarę dwudziestego pierwszego wieku. O pomysłach na rozkosz w środku i na zewnątrz obiektu lepiej nie myśleć. Widoku na Giewont nie będzie, monopol na owy ma głównie Zakopane, ale lasy i góry gwarantowane dla mączących kończyny w jacuzzi - przyszłym oczywiście. Na razie sukcesem zakończyły się odwierty, rzecz jasna chodzi o źródła z gorącą wodą na białczańskiej ziemi, nie o ropę naftową, choć w tym wypadku znak równości byłby chyba na miejscu. Postawiono też pierwszą, przysłowiową cegłę. Oczywiście spodziewać się należy w bliskim sąsiedztwie luksusowych hoteli - wówczas brakowałoby tylko lotniska.

Wróćmy jednak do Zakopanego, od którego aquahistoria na Podhalu się rozpoczyna. To żadna tajemnica, że park wodny znalazł się w dołku finansowym, uginając kark pod ciężarem konkurencji. Kredyty zaciągnięte pod inwestycje dopominają się o swoje, a pensjonatu Warszawianka, którym firma inwestująca w termy zakopiańskie pragnęła podreperować budżet nikt nie chce kupić. Jedyny ratunek w dokończeniu tych nieszczęsnych hoteli obok parku. Wtedy gości owych wyśle się za darmo na termy, jeśli oczywiście wynajmą pokoje w hotelu tej samej firmy.

Zapraszamy na podhalańskie termy, miejmy nadzieje, że źródła gorącej wody na tych ziemiach są niewyczerpalne, bo co się stanie z tymi wszystkimi luksusowymi obiektami, gdy jej zabraknie?

prawa autorskie bialkatatrzanska.net